O mądrości ciała i jego wsparciu w sytuacji kryzysu

In Psychologia i rozwój by Agnieszka Siołek-CichockaLeave a Comment

Nasze ciało ma tę cudowną właściwość, że gdy pozwalamy, aby było w kontakcie z „teraz”, odzyskuje zdolność samoregulacji. Nawet, gdy to „teraz” oznacza konfrontację z tym, co trudne.

Co to oznacza w praktyce?

Że każdy z nas ma dostęp do mądrości ciała i jego wsparcia. Czasem ten dostęp jest, z różnych przyczyn, utrudniony, ale nawet, gdy tak jest, można tę uśpioną kompetencję rozbudzić, by wesprzeć siebie w kryzysowej sytuacji.

Najistotniejsze, aby robić to małymi, malutkimi krokami. Ciało, które było dość długo odsunięte na bok, którego głos przez jakiś czas nie był brany pod uwagę, nie będzie chciało tak od razu współpracować. I nie ma co z tym walczyć.

To duży temat, dlatego dziś poruszę go tylko w kontekście zadbania o siebie w obecnej sytuacji.

Pandemia to dla wszystkich trudny moment i duży energetyczny koszt. Jednego dnia dzieje się coś, co wyrzuca ze znanego w nieznane. Unieruchamia. Odwraca znajomy porządek. Zmienia plany. Pociąga za sobą różne straty.

To całkowicie normalne, że w obecnych warunkach możemy czuć lęk, niepokój, frustrację, złość, rozbicie, przytłoczenie, bezradność i wiele, wiele innych trudnych emocji. Ogółem stres i trwanie ciała w ciągłej mobilizacji. Tą drogą ulatuje energia, przyczyniając się do spadku samopoczucia i odporności.

Nagłe kryzysy mają to do siebie, że niespodziewanie i w krótkim odcinku czasu wystawiają na dużą ilość zmian, emocji i bodźców. I nawet jeśli zazwyczaj dobrze radzimy sobie ze zmianami i dość szybko adoptujemy do nowych sytuacji, zaskoczenie lub szok może nas na jakiś czas obezwładnić i spowolnić mechanizmy adaptacyjne.

Nie chodzi tylko o strach przed potencjalną chorobą, ale o przeszkody, jakie stwarza nieznana sytuacja. Już samo ograniczenie możliwości wychodzenia z domu jest dla organizmu obciążające i może wywoływać uczucie stresu, przewlekłego zmęczenia, wzmagać występowanie smutku, rozdrażnienia czy złości, podnosić ryzyko stanów depresyjnych.

Inną sprawą jest to, że zwyczajnie potrzebujemy czasu, aby zaadoptować się do tego, co nowe. Procesy adaptacyjne trwają tygodniami,  więc nie ma co oczekiwać od siebie, że przyzwyczaimy się do zmian w przeciągu kilku dni.

Obecna sytuacja podnosi lęk również z tego powodu, że wytrąca z dotychczasowych mechanizmów obronnych/ucieczkowych i może konfrontować z czymś, z czym do tej pory niekoniecznie chcieliśmy mieć styczność. Kryzys uaktywnia te emocje, które już w nas wcześniej były. Gdy aktywacja zadziewa się na poziomie zbiorowym, tym trudniej wyciszyć lęk. Rezonujemy z tym, co dookoła nas i udzielają się nam emocje innych.

W tym wszystkim może odsłonić się jakiś brak. I to jest szansa, aby coś zobaczyć i poczuć. Może po raz pierwszy. Może po raz pięćdziesiąty trzeci, ale jakby nie było, szansa, aby dotknąć czegoś w głębi siebie. Usłyszeć swój wewnętrzny głos. Pobyć z nim – ze sobą, tak jak potrafimy.

Elwira Wawrzyniak z Psycholotnia napisała o braku piękne słowa:

„Doświadczenie braku w bardzo realny sposób pozwala nam się skontaktować z naszymi pragnieniami, także tymi, które zakopane są gdzieś głęboko pod codziennymi warstwami naszej cebuli. Pod pewnymi przyzwyczajeniami, nawykami. I kiedy obieramy tę cebulę i docieramy do jej serca może się zdarzyć tak, że będziemy płakać. Bo to, co dla nas ważne jest poruszające. Bo tęsknota jest poruszająca.”

Życie nic a nic nie robi sobie z naszych planów i rozpisanych skrupulatnie scenariuszy. Nie można poddać jego biegu kontroli, bez względu na to, jak usilne są nasze starania w tym kierunku. Zazwyczaj, gdy próbujemy ujarzmić jego naturalny nurt, zjawia się coś większego, co skłania, by zatrzymać się i p(oddać). A to jest bardzo o zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa lub jego braku, z którym możemy się teraz mniej lub bardziej boleśnie konfrontować.

Ale w tym, co trudne są obszary, na które mamy wpływ. W trudnościach kryje się wiele możliwości, choć nie zawsze na pierwszy rzut oka możemy to dostrzec.

Nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka, ale mamy wpływ na to, jak reagujemy na tę sytuację i co z nią i ze sobą w niej robimy. I to jest odpowiedzialność – zasób, z którego możemy skorzystać tu i teraz.

Co można zrobić w kierunku samoregulacji?

✅ Lekcja akceptacji. Tylko poprzez uznanie i przyjęcie emocji w takiej postaci, w jakiej do nas przychodzą, możemy je rozpuścić i sprawić by odchodziły. Ale również poprzez akceptację faktu, że jest nam trudno je zaakceptować. Czasem lękamy się lęku. Albo lękamy się lęku przed lękiem. Tak może być. Mamy do tego prawo i to też jest ok. Pozwól sobie czuć, co czujesz. I zaakceptuj właśnie ten stan z całą jego niewygodną i dyskomfortem. Nie próbuj tego zmieniać. Chęć zmiany rodzi opór i sprawia, że utykamy w emocji, która jest trudna.

✅ Oddech. Zawsze masz go przy sobie. To najlepszy sprzymierzeniec, który rozluźnia ciało i uwalnia umysł od nadmiaru myśli. Oddech przywraca wewnętrzny spokój. Oddech to transfer dla emocji, sprawia, że mogą się poruszać w ciele i płynąć, że możemy je czuć, czyli pozwolić im przeminąć.

✅ Poczuj, w jakim obszarze ciała jest twój dyskomfort. Tam skieruj swój oddech i oddychaj do tego miejsca np. przez minutę.

✅ Skupienie na oddechu daje możliwość być w kontakcie z tym, co jest teraz. Gdy jesteśmy w „teraz”, organizm sam wchodzi w przestrzeń samoregulacji. Uruchamia się przepływ.

To może rodzić niechęć, opór, dyskomfort i nie być łatwe. To też jest ok. Jeśli tak się dzieje, przyjmij taki stan jako naturalny i obejmij go świadomą łagodnością. Bądź z tym, co jest, bez względu na to, czym jest.

✅ Masz prawo do trudnych emocji i nie musisz radzić sobie z nimi „modelowo”. Nie ma czegoś takiego jak wzór na przeżywanie emocji. U każdej osoby będzie to wyglądać inaczej. Jeżeli czujesz to, co czujesz, to znaczy, że tak na tę chwilę po prostu jest. Ważne tylko, aby objąć to świadomą zgodą i obserwować przepływ.

Są momenty, gdy blokujemy emocje, ponieważ wydaje się nam, że nas zaleją, obezwładnią, więc nie chcemy ich przyjąć. Ale właśnie wtedy, gdy tak robimy, one przybierają na sile i przejmują nad nami kontrolę. W naszej kulturze przyjęcie emocji kojarzy się często z bezradnością i słabością, ale jest zupełnie odwrotnie. Z przyjmowania i przeczuwania emocji płynie ogromna moc. Tą drogą wchodzi do życia życie.

✅ Ciało to ruch, więc warto zadbać w domowych warunkach o odrobinę ruchu – joga, rozciąganie, taniec itp. Samo ograniczenie ruchu znacznie wpływa na gospodarkę hormonalną, a przez to na obniżenie nastroju.

✅ Z konkretnych technik bardzo polecam trening relaksacyjny Jacobsona. Więcej pisałam o nim w artykule „Droga do siebie poprzez kontakt z ciałem”. Instruktaż wykonania treningu znajdziecie w sieci.

✅ Twórcze, kreatywne i relaksacyjne zajęcia rozpuszczają lęk i są jednym z najlepszych transferów do transformowania i uwalniania emocji. Dobrze robi kino, książka i wszelaki kontakt ze sztuką – malowanie, pisanie. Możliwe bez wychodzenia z domu.

✅ Ogranicz ilość informacji. Zbyt duża ilość treści wzmaga lęk, stres i utrudnia rozeznanie w sytuacji. Obniża sprawczość i osłabia poczucie wpływu, wyrywając z „teraz” i odrywając od oddechu. Dobrze zachować ostrożność i rozwagę, stosować się do obecnych zaleceń, nie narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo, ale tak samo niebezpieczne jest wystawianie się na nieustanne bombardowanie treściami o pandemii. Otaczając się nimi, możemy mieć wrażenie, że tylko z takich informacji zbudowany jest świat. Że naciąga apokalipsa. A to nieprawda.

✅ W sieci można znaleźć wiele porad na to, co można ze sobą zrobić w tym czasie, ale to twoje ciało najlepiej wie, co jest na ten moment dla ciebie dobre i właściwe. Pobądź ze sobą w ciszy i zaufaj swoim potrzebom i swojej intuicji. Bądź w takim kontakcie ze sobą i z innymi, który w tym czasie będzie cię wspierał.

✅ Sięganie po pomoc to przejaw proaktywności i oznaka, że sobie radzisz. Jeżeli czujesz, że to, czego obecnie doświadczasz to zbyt dużo, skorzystaj ze wsparcia. Wielu psychologów i psychoterapeutów oferuje obecnie bezpłatne wsparcie online.

„Może się nam wydawać, że jesteśmy bardzo daleko od uleczenia, ale przecież w każdej chwili przeżywamy dokładnie to doświadczenie, które jest potrzebne, żeby wrócić do zdrowia – nasze tu i teraz, to, którego nie chcemy. To, przed którym uciekamy.” – Jon Frederickson

I bynajmniej nie chodzi o to, aby być w „tu i teraz” cały czas i czynić z tego koleje zadanie i wywierać na siebie presję „bo tak jest najlepiej”. Tylko o to, aby korzystać z tej opcji ze świadomością, że w każdej chwili mamy dostęp do wsparcia, które daje nam nasze ciało.  Ze świadomością, że ten moment to zawsze najlepszy i jedyny dany nam na teraz moment, aby być przy sobie, wspierać siebie i innych.

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Jestem pedagogiem, specjalistą terapii pedagogicznej i logopedą. Szkolę się na psychoterapeutę w nurcie Gestalt. Piszę o rozwoju dzieci i dorosłych, kulturze, filmach i książkach. Pasjonuje mnie psychologia głębi, praca z metaforą i ciałem w procesie psychoterapii.