Film Roma Alfonso Cauron

„Roma”. Poetyckie kino przynoszące oddech i wytchnienie

Agnieszka Siołek-Cichocka Kultura, Seans psychologiczny Leave a Comment

„Roma” to historia dwóch kobiet, służącej Cleo i pani domu Sofii, które zbliżają się do siebie, kiedy Cleo zachodzi w nieplanowaną ciążę, a Sofię opuszcza mąż. Akcja dzieje się w latach 70-ych w meksykańskiej dzielnicy Roma i jest to jednocześnie autobiograficzna opowieść o dzieciństwie reżysera filmu Alfonso Cuarona.
.
Ale ten skrawek opisu absolutnie nie oddaje tego, czym ten film jest.
.
A jest to poemat o życiu. Małym życiu. Prozie ulepionej z rutyny, utkanej z mniejszych i większych dramatów, z codziennych trosk, szczęścia ukrytego w prostych rzeczach. Drobnych gestów i spojrzeń, lęków i pragnień. Życiu, w którym nieodłącznie splatają się ze sobą radość i smutek, narodziny i śmierć, spotkania i rozstania.
.
To również opowieść o miłości, stracie i sile odradzającej się w zwyczajności dnia. O tym, że buduje nas autentyczna obecność innych osób, uważność i słowa wypowiedziane z czułością. O wsparciu, jakie dorośli mogą dać dzieciom, kobiety innym kobietom. Wreszcie, a może przede wszystkim, to opowieść o tym, że wobec życia i jego nieprzewidywalnych werdyktów wszyscy jesteśmy równi. Bez względu na pochodzenie, status, wykształcenie i płeć. W nieuchronności losu tak bardzo do siebie podobni.
.
A propos słów wypowiadanych z czułością. W „Romie” są przepiękne minimalistyczne dialogi. Perełki. Akceptujące słowa, które pozwalają wzrastać. Dotyczy to w szczególności dialogów między Cleo a dziećmi. Sądzę, że nie ma piękniejszego wyrazu miłości, wspanialszego prezentu niż uważna obecność i zgoda na nas takich, jacy jesteśmy w rzeczywistości. Właśnie  w takim stylu, jak pokazano to w filmie. Warto posłuchać.
.
W „Romie” nie ma wybijających się płaszczyzn, zdarzeń i osób, pomimo, że mamy dwie główne bohaterki, wszystko jest tak samo ważne i dzieje się równolegle z tą samą intensywnością. W zależności od tego, na co skierujemy uwagę, możemy dostrzec inny kontekst, inne tło. Inną warstwę. A jest tych warstw sporo. Jedną z nich jest metafora. Poprzez nią możemy przeżywać historię na głębszym, poza dosłownym poziomie.
.
To sensualne kino, gdzie surowe czarno-białe kadry podbijają kontrast, fakturę i dźwięk dodając im zmysłowości. Dzięki temu możemy wejść w sam środek opowieści, zanurzyć się w niej i stać jej częścią. Częścią intymnego obrazu rodziny i jej przeobrażeń.
.
Z pozoru nie dzieje się tu zbyt wiele, a jednak pod powierzchnią leniwie snujących się kadrów pulsuje głośne tętno. Najmocniej wtedy, gdy pojawia się śmierć. Jest tu jedna, poruszająca do granic, scena, która gwałtownie wyrywa korzenie spokoju i ma dla mnie osobisty wymiar. Nie mogłam przestać płakać. (Nie polecam filmu kobietom w ciąży.) Ale pomimo to, kolejne momenty przynoszą delikatność i ukojenie. I jest dokładnie tak, jak w życiu. Bez względu na to, co ze sobą niesie, ono nie zatrzymuje się i płynie dalej. Jak woda, jeden z metaforycznych symboli tego filmu.
.
No i same zdjęcia. Ach! To dla mnie sztuka przez duże S. Wspaniałe kompozycje, które klatka po klatce chciałabym wywołać i oprawić w ramę.
.
„Roma” to szczere, poetyckie kino przynoszące oddech i wytchnienie. Znajdziecie w nim wszystko, czym lubi bywać życie. I choć jest w nim sporo smutku, całość spina klamra spokoju i zaufania.
.
Polecam i stawiam na Oscara. ;) Widzieliście?
.

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Pedagog. Logopeda. Twórca Dwóch Kropek. Wierzę w życie na własnych zasadach. Jestem pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Mieszkam w Poznaniu. Tu tworzę i prowadzę swoją firmę. Prywatnie mama, żona i książkowy mol.