Potrzeby w lustrze ocen i krytyki

Agnieszka Siołek-Cichocka Macierzyńskie powidoki, Rozwój Leave a Comment

Śmiercionośna broń, czyli pociski ze słów

„Niestety, dorośli dysponują śmiercionośną bronią definiowania swoich dzieci: mogą określać je jako dobre lub złe, uważne lub nieuważne, posłuszne albo niegrzeczne, brudne lub czyste. Problem w tym, że im bardziej kogoś definiujesz, tym mniej miejsca zostawiasz mu na samodzielne odkrycie tego, kim jest. Jak dzieci mają odkryć siebie, jeśli są stale przez nas oceniane?” – Jesper Juul z książki „Zamiast wychowania”

Zdjęcie, które zamieściłam przy tytule wpisu, pasuje mi do cytatu Juula, bo obrazuje, jak to jest być w relacji z oceniającym dorosłym. Zazwyczaj, gdy kogoś oceniamy, gdy przyklejamy łatki lub za coś krytykujemy, jest to coś, czego nie widzimy i nie uznajemy w sobie, nie dopuszczamy do siebie. Jakiś nieodkryty i niedotknięty kawałek nas. Więc projektujemy go na innych. Lecz, gdy tak robimy, nie widzimy, jaką ta osoba naprawdę jest, jak dziewczynki na zdjęciu. Nie możemy jej w pełni zobaczyć, bo jest zasłonięta przez etykietę – nawet jeśli jest to pochwała – ocena „pozytywna”. Zasłania ją lustro, w którym odbija się obraz czegoś innego.

Taka sytuacja sprawia, że dzieci tracą poczucie własnej wartości, zakładają maski i uczą się odgrywania ról – bycia na podobieństwo czyichś słów, tak, jak oczekuje mama, tata lub inny znaczący dla dziecka dorosły. Tracą przestrzeń na harmonijne rozwijanie swojej osobowości, bo słyszą: „Masz być inny.” Nie wprost, ale właśnie poprzez oceny i etykiety – definiowanie ich osoby. Między innymi to dlatego tak wiele osób w dorosłości ma problem z przeżywaniem i akceptacją swoich emocji, znajomością i ochroną swoich granic, dostępem do intuicji. Nie wiedzą kim są, ponieważ nie miały warunków, by w relacji z drugą osobą zobaczyć, przeżyć i wyrazić prawdziwych siebie.

Istotną sprawą jest to, że nikt z nas nie jest „jakiś” przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Z tego powodu przyklejanie etykiet bardzo ogranicza i zamyka. Często na długie lata.

W dorosłym życiu można dokopać się na powrót do siebie, ale to proces okupiony dużym wysiłkiem i zajmuje sporo czasu. Z tego powodu jestem bardzo za tym, aby poszerzać swoją świadomość, „być zmianą, którą chcemy widzieć w świecie”*.  Bo tylko wtedy, kiedy pozwalamy sobie na pełnię bycia sobą, pozwalamy na to innym.

W jaki sposób to zrobić?

Oceniający umysł i wychodzenie poza obszar języka

Nasz umysł ocenia i będzie to robił. Tak działa. Kategoryzowanie, przyklejanie łatek, postrzeganie świata w kategoriach czerni i bieli jest dla mózgu prostsze. W ten sposób łatwiej i szybciej orientuje się w świecie. Ale łatwiej, w tym wypadku, nie oznacza lepszej i trafnej oceny. A już na pewno nie sprzyja budowaniu więzi i relacji oraz zobaczeniu, jak bardzo złożony i wielowymiarowy jest człowiek i świat.

Kolejną kwestią jest wychodzenie poza znany nam obszar języka. „Język jest zwierciadłem rzeczywistości, dlatego warto ten język zmieniać.” – Bogdan de Barbaro. A jaki jest nasz język? Jest przesiąknięty ocenami – pochwałą i krytyką, więc to nie tylko biologia naszego mózgu wpływa na zaistniały stan rzeczy, ale również przyzwyczajenia językowe, które programują nasze myśli, zachowania, a te, jak w słowach Bogdana de Barbaro, wpływają na naszą rzeczywistość. Możemy zmieniać język, którego używamy poprzez bycie na siebie uważnym i poszerzanie świadomości.

Poziom świadomości i powrót do równowagi

Nie jesteśmy skazani na oceny. Istnieje wyższy poziom – świadomość, dzięki której możemy wybierać zachowania i myśli, które bardziej wspierają nas i nasze relacje. Na tym poziomie obserwujemy, co się z nami dzieje. Z poziomu świadomości możemy nie dać się wciągnąć w oceniający tryb i zrezygnować z reakcji (oceny), pomimo, że w głowie pojawią się takie myśli. Więc nawet, jeśli w pierwszym odruchu przyjdzie nam do głowy ocena, możemy:

  • zaobserwować tę myśl i pozwolić jej odejść (mindfulness),

Lub zastanowić się, skąd ona się bierze:

  • Z czym wiąże się ta myśl?
  • Dlaczego zachowanie dziecka/partnera/kogoś innego tak na mnie działa?
  • Dlaczego przyklejam dziecku/dorosłemu etykietę?
  • Dlaczego robię to w jego obecności?
  • Może ktoś tak postępował wobec mnie?
  • Może dotyka jakiegoś czułego miejsca we mnie?
  • Może mówi o moich nadwyrężonych granicach?
  • Co chcę osiągnąć przez chwalenie lub krytykę?
  • A może mam dziś zły dzień i nie mam zasobów? Jestem w tzw. czerwonej strefie.
  • Czego zatem potrzebuję w tym momencie by wrócić do równowagi?

To jest taki poziom, w którym widzimy swoje zachowanie. W tym miejscu możemy zdecydować się na inną strategię niż ocena czy krytyka, a zamiast nich zwrócić się do wnętrza siebie i wsłuchać w swoje potrzeby. Bo przeważnie, gdy jest nam z czymś i kimś trudno, chodzi o nasze niezaspokojone potrzeby i przekroczone granice. Czasem również o niezaspokojone potrzeby z naszego dzieciństwa. Rozpoznanie potrzeb tworzy przestrzeń, w której możemy się zastanowić, co z tym zrobić. Jak i kiedy możemy je zaspokoić? A może już nie ma to dla nas aż takiego znaczenia? Bo czasem wystarczy to sobie uświadomić i zaakceptować, że tak, na ten moment, jest.

A jeśli to nie wystarcza?

Zaistnieć dla siebie, zaistnieć dla innych

Gdy to wszystko na nic się zdaje i jest nam wciąż trudno, warto sięgnąć po pomoc i pogadać o swoich trudnościach z psychologiem lub psychoterapeutą. Sięganie po pomoc to szukacie strategii i sposobu na rozwiązanie problemu, a to jest przejaw proaktywności i tego, że radzimy sobie w życiu. I wspaniały sposób na zadbanie o siebie i swoje potrzeby. Pisałam też o tym w 36 lekcjach o życiu  (klik).

Kiedy dbam o swoje potrzeby, mogę zaistnieć dla siebie. Kiedy istnieję dla siebie, mogę prawdziwie zobaczyć kogoś innego i wejść w autentyczny kontakt i tworzyć wspierające relacje.

I w tym znaczeniu nasze trudności są niesamowitą przestrzenią i szansą, aby spotkać się ze sobą, uzyskać głębszy wgląd, dotrzeć do trudnych kawałków w nas, a dzięki temu poprawić relację ze sobą i światem.

Polecam taką strategię w kontakcie z dziećmi. W moim rodzicielstwie bardzo dobrze się sprawdza. Gdy czuję złość i frustrację, a w mojej głowie szaleją gnomy i trzaskają gromy, wchodzę na poziom obserwacji i porozumiewam się z tą częścią mnie, której jest w danej chwili z czymś trudno. To pomaga nie tylko mi, ale przede wszystkim pomagam w ten sposób dziecku w regulacji jego emocji. Jesteśmy z dziećmi połączeni mózgowym wi-fi.**

Oddech i łagodność dla siebie

Tym, co najlepiej pomaga mi wejść w uważny tryb, jest oddech. Gdy jest mi z czymś trudno, przypominam sobie i powracam do oddechu. Sytuacje stresowe mają to do siebie, że spłycają oddech, a już samo spłycenie oddechu daje komunikat do mózgu i wrzuca nasze ciało w tryb: walcz-uciekaj. A to podnosi ciśnienie krwi i napędza szaleńczy kołowrotek myśli i emocji. Zatem oddycham głęboko i skupiam się na oddechu. To zawsze przynosi zmianę i sprawia, że odzyskuję wewnętrzny spokój, a ten mogę przenieść na relację. Ponadto oddech rozluźnia, wnosi przestrzeń na bycie dla siebie łagodnym. A kiedy jesteśmy łagodni dla siebie, jest w nas więcej łagodności i mniej oceny wobec innych.

Dobrego i łagodnego dla Was.

PS Poniżej źródła i kilka książek, które rozszerzają wiedzę w tym temacie.

*Cytat Mahatma Gandhi
**”Self-reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości” Stuart Shanker, Barker Teresa
„W pułapce myśli” Stephen C. Heyes, Spencer Smith
„The Yes Brain. Mózg na tak” Daniel J. Siegiel, Tina P. Bryson
„Zamiast wychowania” Jesper Juul

Źródło zdjęcia: Canva.