Nie uczymy dziecka dzielenia się zabawkami. Dlaczego?

Agnieszka Siołek-Cichocka Kultura, Macierzyńskie powidoki, Okiem pedagoga, Rozwój Leave a Comment

Rozwój dziecka

Nie uczymy dziecka dzielenia się zabawkami. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że jest to umiejętność, która przychodzi naturalnie, kiedy dziecko nie jest do niej zmuszane. Przychodzi również wtedy, kiedy dziecko społecznie do niej dojrzeje.

Np. dwulatek nie jest w stanie zrozumieć idei dzielenia się. Świadomość w tym zakresie startuje około czwartego roku życia, co nie oznacza, że w tym wieku dziecko jest na to w pełni gotowe, jedynie bardziej rozumie, o co w tym chodzi. Dopiero u dzieci w wieku 7-8 lat zaczyna przeważać chęć współpracy z rówieśnikami nad zaspokajaniem swoich egocentrycznych potrzeb, które to potrzeby są czymś naturalnym i potrzebnym na danym etapie wiekowym.

Zabawka – osobisty przedmiot dziecka

Nasz synek za miesiąc będzie miał dwa lata. Obecnie jest na etapie, kiedy chętnie dzieli się zabawkami z nami, częstuje nas swoim jedzeniem itp. Chętnie pokazuje zabawki i dzieli się rzeczami z innymi bliskimi mu osobami. Z ludźmi, których zna i którzy wzbudzają jego zaufanie i otwartość.

Inaczej jest, kiedy spotyka obce osoby np. na placu zabaw. Wtedy nie chce się dzielić. A przynajmniej nie od razu. I absolutnie mnie to nie dziwi. Ja również nie dzielę się swoimi osobistymi rzeczami z osobami, które dopiero co napotkałam. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. To, że ktoś siada obok mnie na ławce, czy w autobusie nie oznacza, że mam mu dać swój portfel, swoją torebkę, swoją książkę, cokolwiek, co mam przy sobie. To naturalne, że nie dzielimy się ot tak swoimi osobistymi przedmiotami z obcymi ludźmi. Więc dlaczego wymagamy tego od dzieci?

W moim odczuciu zabawka jest osobistym przedmiotem i należy do dziecka. Z tego powodu nie rozporządzam zabawkami synka i nie nakłaniam go do tego, aby dawał/pożyczał zabawki nowo napotkanym osobom. Dla mnie to kwestia szacunku. Szacunku do jego granic i jego przestrzeni. Oraz, analogicznie, szacunku do granic innych dzieci, które nie chcą dzielić się swoimi zabawkami.

Dzielenie się a inne umiejętności

Ostatnio usłyszałam, że dziecko będzie miało problemy w przedszkolu, jeśli nie nauczy się dzielić. Czy, aby na pewno? Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo zależy nam akurat na nauce dzielenia się? I czy drogą nakłaniania, wymuszania, upominania i strofowania można tę umiejętność wykształcić?

W moim odczuciu o wiele ważniejsze są inne umiejętności i to właśnie o nie chcemy dbać.

Mam na myśli umiejętność mówienia „nie” w sytuacjach, kiedy ktoś przekracza granice dziecka. Oraz mówienia „tak” swoim potrzebom. Asertywność dziecka.

Mam na myśli umiejętność ufania swoim potrzebom i wspierania u dziecka świadomości, że może odmówić, kiedy nie ma na coś ochoty, kiedy ktoś go przymusza, wywiera presję itp. Że może odmawiać i mówić „nie” również nam – rodzicom.

Mam na myśli wspieranie dziecka w poczuciu, że może wchodzić w kontakt z dziećmi, z którymi chce się bawić i odmawiać kontaktu z tymi, z którymi bawić się nie chce. Tak samo z dorosłymi. To mit, że dziecko ma bawić się ze wszystkimi i lubić wszystkich. I nie tylko mit, ale bardzo szkodliwy wzorzec, który uczy zakładania masek i godzenia się na coś, czego nie chcemy. Czym innym jest szacunek do innych osób. Ale kiedy szanujemy dziecko, ono uczy się szanować innych i nie musi przy tym wszystkich lubić. Poza tym są dzieci introwertyczne, wysoko wrażliwe itp., których rezerwa i dystans w takich sytuacjach jest większa oraz takie dzieci, które po prostu w danej chwili nie mają ochoty na czyjeś towarzystwo. I nie tylko dzieci… Każdy z nas ma takie momenty.

Mam na myśli uczenie dziecka, że inni – dorośli i dzieci, również mają swoje granice, swoje „nie”, swoją odrębną przestrzeń do uszanowania np. wtedy, kiedy ktoś ma inne zdanie, nie chce mu czegoś dać lub podzielić się swoją zabawką.

Mam też na myśli wzmacnianie w dziecku poczucia, że ja jako rodzic stoję po jego stronie i wspieram go w nauce dbania o jego granice.

Mam też na myśli wspieranie naturalnej chęci dzielenia się i dawania innym. Takiej od serca. Moim zdaniem, taka umiejętność wykształca się wtedy, kiedy na pierwszym miejscu uczymy dzieci dbania o ich potrzeby. Bo tylko wtedy, kiedy są zaspokojone, dzieci czują się bezpieczne i przez to mają przestrzeń i otwarte serca by dzielić się z innymi w sposób bezinteresowny, a nie dlatego, że ktoś im kazał, że tak trzeba i wypada.

Asertywność i granice dziecka

Jeżeli chcemy, aby dziecko wyrastało na świadomego i asertywnego człowieka, nie możemy negować zachowań dziecka, które są fundamentalne dla nauki asertywności. A takim zachowaniem jest np. brak zgody na podzielenie się zabawką. Uszanujmy to.

Swoją drogą przymuszanie i wywieranie presji do dzielenia się, uczy dzieci, że dzieleniem się mogą osiągnąć coś innego. Zadowolenie i aprobatę osoby dorosłej, która nagrodzi je np. pochwałą i uśmiechem. W ten sposób dzieci uczą się dawać, by dostać coś w zamian. Akceptację, której nie mogą dostać, kiedy są po prostu sobą. Oraz tego, że akceptacja siebie jest czymś, czego należy szukać na zewnątrz u innych ludzi, a nie w sobie. Dodatkowo uczą się, że potrzeby osoby dorosłej są ważniejsze niż ich własne. Jeżeli dorosły chce, aby dziecko podzieliło się zabawką, to jest to potrzeba dorosłego, a nie potrzeba dziecka. Zatem kiedy przekraczamy granice dzieci, dajemy przykład, jak przekraczać granice innych. I że jest to coś normalnego.

Mówimy o dzieleniu się zabawkami, a przecież podobnych, analogicznych sytuacji, które dotyczą innych sfer życia dziecka, każdego dnia jest tysiące. I myślę, że dobrze wiemy, czym skutkuje to w życiu dorosłym. Dorosłych, którzy nie znają swoich granic, swoich potrzeb, którzy mają problem z powiedzeniem „nie” itd. jest bardzo wielu.

Nie chcę, aby nasze dziecko dzieliło się swoimi rzeczami, bo ktoś mu tak każe, bo tak należy. Nie chcę, aby dzielił się ze strachu, z obawy, że go ocenimy, skrytykujemy, poniżymy, przykleimy łatkę niedobrego i niegrzecznego dziecka. Zależy nam, aby dzielił się, kiedy sam tego chce, kiedy ma taką potrzebę. I tak też się dzieje. Pomimo, że nie nakłaniamy go, są momenty, kiedy dzieli się sam z siebie i bardzo się wtedy cieszy, że obdarowuje innych.

Natomiast jeszcze ani razu nie widziałam radosnego dziecka, któremu ktoś kazał podzielić się zabawką lub odebrał mu ją, dając innemu dziecku. W najlepszym wypadku dzieci protestują i płaczą. W najgorszym z rezygnacją milczą i poddają się woli dorosłego. Po którymś już razie może i reagują z uśmiechem, bo się przyzwyczaiły i uważają, że tak powinno być, skoro najważniejsze osoby w ich życiu tak mówią.

Dlaczego napisałam, że w najlepszym wypadku dzieci protestują i płaczą? Bo uważam, że w sytuacji przymusu, protest i sprzeciw jest zdrowym odruchem dziecka, gdy ktoś przekracza jego granice. Lecz pomimo to, w reakcji na taki protest często słyszymy: „Bądź grzeczny, podziel się”, „Zaraz stąd pójdziemy!”, „Ale jesteś brzydki, nie chcesz się dzielić”, „Zobacz, chłopiec taki grzeczny, a ty co”, „Masz się dzielić!”, „Nie wymyślaj”. M.in. w ten właśnie sposób niszczymy poczucie wartości dzieci oraz ich integralność – bycie sobą.

Wybieram szacunek do dziecka

Szczerze wolę, aby nasze dziecko uchodziło w oczach innych za niegrzeczne, a my za rodziców, którzy nie potrafią go wychować, niż niszczyć to, co jest u niego zdrowe, naturalne i potrzebne w toku rozwoju. Bo to, co w tym wypadku dla innych uchodzi za „niegrzeczne”, dla mnie jest asertywne.

O wiele prościej i łatwiej mieć dziecko, które nam ulega, jest „grzeczne” i ze wszystkim się z nami zgadza, dziecko, które nie mówi „nie”, które nie dyskutuje i nie wykłóca się o swoje. Prościej dla nas. Ale co z dziećmi? Czy naprawdę chcemy, aby były uległe i nie potrafiły powiedzieć „nie”? Czy naprawdę chcemy, aby właśnie tak zachowywały się w dorosłości?

Wyrośliśmy w kulturze uległości i wciąż obserwujemy ją dookoła, biorąc za standard i normę. Ale tylko wyłamując się ze szkodliwych schematów, możemy tworzyć kulturę akceptacji i szacunku. Naprawdę uważam, że nasz świat byłby lepszy i piękniejszy, gdybyśmy szanowali wokół nas wszystkie dzieci i że jest to najlepsza droga do zmian.

Zachęcam Was do stawania po stronie dzieci – ich potrzeb i granic. Oraz stawania po swojej stronie. Bo kiedy potrafimy dać to sobie, potrafimy dać to samo dzieciom i innym ludziom. A kiedy jest nam z tym trudno, uczmy się, jak to robić. Na taką naukę nigdy nie jest za późno. Nigdy.

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Jestem pedagogiem i logopedą, pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Piszę o rozwoju dzieci i dorosłych, kulturze, filmach i książkach. Szkolę się na psychoterapeutę w nurcie Gestalt. Mieszkam w Poznaniu. Prywatnie żona, mama i książkowy mol.