joker jacquin phoenix

„Joker” – głębokie studium cierpienia i narodzin zła

Agnieszka Siołek-Cichocka Kultura, Seans psychologiczny Leave a Comment

„Joker” to głęboki psychologiczny dramat. Uniwersalna opowieść o narodzinach zła. Studium samotności, cierpienia, zmagania się z chorobą psychiczną, które na skutek niesprzyjających okoliczności i w zderzeniu z nieudolnym systemem społecznego wsparcia stopniowo przeobrażają się w obłęd.

Artystyczne kino spełnione pod każdym względem. Na taki film czekałam od lat. Arcydzieło. Już dawno żaden obraz nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Wszedł głęboko pod skórę. W niektórych scenach wbił w fotel. Wzruszył, wzbudził współczucie, smutek, przerażenie i na równi totalny zachwyt.

Genialny scenariusz, zdjęcia, scenografia i charakteryzacja – całość robi niesamowity klimat. Ale przede wszystkim Joaquin Phoenix. Uważam, że to jedna z najlepszych ról w historii kina. Brawurowa. Przejmująca. Hipnotyzująca.

Jest taka scena, gdzie główny bohater zaczyna się histerycznie śmiać i nie może przestać. W filmie co jakiś czas ktoś rzuca w jego stronę pytanie: „Co cię tak bawi?”, ale to śmiech bez żadnego związku z radością i rozbawieniem. Ten śmiech to ból, ciało przepełnione cierpieniem, smutek, który próbuje się wydostać na powierzchnię, ale nie może przebić się przez straumatyzowane ciało pełne napięć i lęku. W chwilach strachu i wstydu, możliwy jest tylko niekontrolowany chichot. Dla straumatyzowanego ciała śmiech jest łatwiejszy niż płacz.

(U)śmiech to bardzo ważny motyw tej historii. „Mama mówiła mi, że mam się ciągle uśmiechać i nadrabiać dobrą miną.” – mówi. I tak robi, nawet wtedy, gdy dotyka go nieszczęście i przemoc. (U)śmiech staje się maską, fasadą, a ta w końcu prawdą o jego życiu.

Obserwujemy, jak Arthur z nieśmiałego, wrażliwego człowieka przeistacza się w mordercę. Jakich warunków do tego potrzeba? Bycia ofiarą przemocy, stygmatyzacji, wykluczenia, braku wsparcia oraz krótkiej chwili, w której zauważa, że tylko czyniąc zło, jest traktowany poważnie, że tylko wtedy ktoś go widzi i słucha.

Film zadaje fundamentalne pytanie o naszą społeczną i indywidualną odpowiedzialność. O to, jak przyczyniamy się do narodzin zła poprzez stygmatyzację chorych osób, odrzucenie, odwracanie oczu, przemoc wobec dzieci, zaniechanie pomocy, tworzenie społecznych podziałów.

Tym samym genialnie obrazuje, gdzie są korzenie „chorób” związanych z obszarem emocji/psychiki. To nie tak, że z osobami, które doświadczają tego typu problemów, jest coś nie tak, ale sytuacja, której doświadczyły lub doświadczają, trudne i zagrażające warunki, w których się znalazły, takie były lub ciągle takie są. Jest powiedzenie Viktora Frankla, że: „To normalne, gdy człowiek reaguje nienormalnie na nienormalną sytuację.” Film doskonale oddaje ten aspekt.

Czytałam w sieci komentarze i artykuły, że „Joker” jest pochwałą przemocy, że ją usprawiedliwia. Absolutnie nie. To film, który pokazuje, jak do niej dochodzi i jak to się dzieje, że zło w pewnych okolicznościach wygrywa. A to zupełnie coś innego. Tylko rozumiejąc, co wywołuje przemoc, jakie są jej mechanizmy i w jaki sposób się rozprzestrzenia, możemy jej zapobiegać. Film bardzo wpisuje się swoją historią w nasze niespokojne czasy. I jest to opowieść o nas samych. Jeżeli tego nie rozumiemy, to tym bardziej jest to lekcja do odrobienia oraz przestroga dla nas wszystkich.

Wielki film. ❤️ Trzeba to zobaczyć.

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Jestem pedagogiem i logopedą, pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Piszę o rozwoju dzieci i dorosłych, kulturze, filmach i książkach. Szkolę się na psychoterapeutę w nurcie Gestalt. Mieszkam w Poznaniu. Prywatnie żona, mama i książkowy mol.