strata dziecka

Urządzić pustkę jak własny kąt. O odbudowie świata po stracie dziecka

Agnieszka Siołek-Cichocka Macierzyńskie powidoki, Rozwój Leave a Comment

Strata dziecka to jedna z najdotkliwszych strat. Zdarzenie, które podmywa fundament świata. Mierzenie się ze złożonym smutkiem. To, co zbudowaliśmy, wali się i nic dziwnego, że trudno odnaleźć się w przestrzeni, która dotąd znajoma, w jednej chwili stała się obca i nowa, że nie wiemy, jak w niej żyć.

Strata dziecka – utrata znajomego świata, utrata siebie

Żałoba, czy to po stracie dziecka, czy po jakiekolwiek innej stracie pociąga za sobą cały szereg dodatkowych strat. To nie tylko utrata obiektu miłości, troski, starań i uwagi – dziecka, partnera, pracy, dobytku, marzeń i nadziei itd., ale cały zespół nadciągających za nimi strat. W żałobie przeobrażają się nasze relacje, niektóre się wzmacniają, ale inne odchodzą bezpowrotnie. Wiele znajomości w tym czasie się kończy. Żałoba zmienia nas, więc jest to również pożegnanie z dawną/dawnym sobą. Żałoba to strata marzeń i przeobrażenie dotychczasowych wartości, ich załamanie – kryzys tego, w co dotąd wierzyliśmy – bez względu na to, czy jest to wiara w Boga, czy wiara w niezachwiany porządek rzeczy, jakim jest przekonanie, że to rodzic powinien odejść przed swoim dzieckiem, a nie odwrotnie. Strata dziecka to również tymczasowa utrata obrazu siebie, utrata wiary w swoje możliwości. Jeżeli strata dotyczy dziecka chorego, poronienia, martwego porodu itp. pociąga to za sobą zwątpienie w siebie, w swoje ciało, w swoją kobiecą lub męską moc. Pojawia się pytanie, w czym zawiodłam/em, co zrobiłam/em nie tak i obwinianie siebie. Tracimy dostęp do poczucia własnej wartości.

Używam słów „tymczasowe” lub „tracimy dostęp”, ponieważ to zasoby, które możemy odzyskać wraz z procesem powrotu do równowagi.

Strata a poczucie winy

Strata dziecka nie jest naszą winą. Ale niestety poczucie winy to temat, który dotyka praktycznie każdego rodzica po stracie.

Gdy sama byłam w żałobie po śmierci dziecka, ogarnęło mnie ogromne poczucie winy i braku zaufania do siebie. Wtedy jedna mądra i wspaniała kobieta powiedziała mi, że obwiniamy siebie, gdy nie znajdujemy wyjaśnienia na to, co się stało. Gdy nie ma odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego?”. Powiedziała mi, że umysł nie akceptuje i nie przyjmuje do wiadomości, że coś może się stać przypadkiem, bez planu. Nie przyjmuje do wiadomości nieprzewidywalności życia, tego, że są sytuacje poza jego kontrolą. Gdy umysł szuka wyjaśnień i nie znajduje ich, gdy nie ma nikogo, kogo mógłby „obwinić”, przyczynę umieszcza w nas, bo to jest dla niego i dla nas łatwiejsze do przyjęcia. Tak w istocie jest. Najtrudniejsze w żałobie jest zaakceptowanie, że nie mamy pełnej kontroli nad życiem. Poczucie winy jest jedną z form utrzymywania siebie w poczuciu, że wciąż tę kontrolę mamy, że jest przyczyna, którą znamy i nad którą panujemy. I to przyczyną jesteśmy my. Oczywiście jest to złudzenie i zadaniem żałoby jest m. in. to, abyśmy mogli to złudzenie pożegnać. Odpuścić kontrolę. W tym wymiarze żałoba ma niezwykle leczącą moc. Gdy ten aspekt zostanie uleczony, przełoży się pozytywnie na większość aspektów naszego życia.

Obwinianie siebie w sytuacji straty dziecka związane jest też bezpośrednio z faktem, że nie ma do kogo lub do czego wyrazić gniewu. Najczęściej, gdy nie można ukierunkowac i wyrazić złości, kierujemy ją przeciwko sobie. Tak rodzi się poczucie winy. Dlatego tak ważne jest, aby próbować wyrażać emocje. O wyrażaniu złości piszę więcej w innym punkcie.

Nieprzewidywalny bieg

To wszystko dzieje się etapami i przebiega swoim własnym nieprzewidywalnym torem. W literaturze psychologicznej wyróżnia się etapy żałoby (napiszę o nich osobny wpis), które następują po sobie. Ale już od jakiegoś czasu odchodzi się od tej sztywnej klasyfikacji, ponieważ etapy żałoby mogą się mieszać, zlewać ze sobą, możemy mieć wrażenie, że jakiś etap kończymy i wchodzimy w następny, a potem znów cofamy się do poprzedniego. Nieprzewidywalny taniec, przy którym nie można przewidzieć kroków. Żałoba jest tak trudna, bo nie można jej kontrolować i nad nią zapanować. Jest tym trudniejsza i boleśniejsza, im bardziej stawiamy jej rytmowi opór. Jeśli do tej pory nasze życie było spokojne i uporządkowane, jeżeli był w nim jakiś plan i kontrola, żałoba pokaże, że dopóki nie poddamy się i nie zaprzestaniemy walki, nie będzie można pójść dalej.

Jak sobie pomóc

Jest jak jest. Radzimy sobie tak, jak potrafimy, na ile pozwalają nam warunki, nasze zasoby i wsparcie otoczenia. Po prostu idziemy w swoim rytmie. Dlatego:

  • Daj sobie czas. Niczego nie przyspieszaj. Każdy przeżywa żałobę po swojemu i w różnym tempie.
  • Trwaj. Po prostu trwaj i pamiętaj, że wszystko płynie i kiedyś ta rozpacz rozstąpi się, a na jej miejsce przyjdzie coś nowego.
  • Ufaj, że ból jest melodią, która wybrzmi i wyciszy się. Lub przynajmniej nauczysz się jej słuchać, idąc dalej przez życie. O piosence bólu napisałam więcej tutaj (klik).
  • Bądź cierpliwy i opiekuj się sobą na ile możesz, na ile starcza ci sił.
  • To twój czas, twój ból, nie rób niczego wbrew sobie, czego nie czujesz, a czego oczekuje od ciebie otoczenie. A otoczenie zawsze czegoś oczekuje. Masz prawo przeżywać żałobę, jak chcesz, cokolwiek to dla ciebie oznacza. Nawet jeśli są to z punktu widzenia kogoś irracjonalne zachowania.
  • Pozwól płynąć emocjom. Pozwól się sobie rozpaść, zaufaj sile bezsilności, która uzdrawia. Więcej pisałam o tym tutaj (klik).
  • Każda strata jest tak samo ważna, bez względu na to, czy to było wczesne poronienie, czy straciłaś dziecko, które miało kilka dni, rok, kilka lat czy kilkanaście. Nie porównuj swojej straty do strat innych osób. Spróbuj oddzielić się od tego, jak Twoją stratę postrzegają inni. Są sytuacje, gdy inni pomniejszają straty i tworzą hierarchię ich ważności, mówiąc: „To tylko poronienie”, „A co ma powiedzieć osoba, która straciła….”, „Twoje dziecko było chore. Męczyłabyś się…” itd. To raniące słowa. Twoje odczucia są bardzo ważne. Dla Ciebie Twoja strata jest na tę chwilę największą ze strat. Nikt nie ma prawa jej umniejszać, podważać Twoich przeżyć i mówić Ci, co powinnaś/powinieneś czuć.
  • Właśnie jesteś w momencie, w którym Twoje życie ulega intensywnej transformacji. Stare odeszło, a nowego jeszcze nie ma i nic nie wyłania się zza rogu. Ale nawet w tym pozornym bezruchu zadziewa się proces twojego zdrowienia. Może nieustannie płaczesz i nie masz sił wstać z łóżka, ale w ten sposób też idziesz ku życiu.
  • Ból będzie powracał w nieoczekiwanych momentach. Jakiś obraz, słowo, film, skojarzenie. Data urodzin, święta, rocznice – to wszystko będzie przypominać i wywoływać wspomnienia, a z nimi emocje. To normalne.
  • Żałoba to proces, długa droga, podróż. Czasem możesz mieć wrażenie, że zdrowiejesz, a potem że znów zapadasz się w sobie i nie masz sił na życie. To też normalne.
Depresja w przebiegu żałoby

Depresja w przebiegu żałoby jest naturalnym i koniecznym etapem. Bez niej nie możemy wrócić do równowagi. Nie jest to jednak depresja w rozumieniu klinicznym i dlatego korzystanie z farmakologii zalecane jest w ostateczności. W praktyce wygląda to inaczej, ponieważ nawet lekarze pierwszego kontaktu na każdym kroku próbują wypisać antydepresanty, nawet wtedy, gdy się o to nie prosi. Tymczasem żałoba jest stanem, który nie wymaga leczenia, chyba że przechodzi w stan przewlekły, patologiczny. Ale to powinien ocenić psychoterapeuta. Jeżeli mamy wątpliwości co do naszego stanu, warto skonsultować się ze specjalistą, który wskaże najlepszy sposób postępowania i rzetelnie oceni sytuację. To ważne, ponieważ zbyt wcześnie przepisane leki mogą zakłócić przebieg żałoby, odciąć od niektórych emocji, a prędzej czy później będzie trzeba się z nimi zmierzyć.

Wtórna traumatyzacja i wsparcie psychologa/psychoterapeuty
  • Strata dziecka to bardzo często traumatyczne doświadczenia w obrębie kontaktu ze służbą zdrowia. Nie znam osoby po stracie dziecka – bez względu na to, czy to było poronienie, czy późniejsza strata – która nie miałaby złych doświadczeń w tym obszarze. Czasem to właśnie te doświadczenia najmocniej traumatyzują i komplikują przebieg żałoby oraz cały jej proces. W takiej sytuacji należy jeszcze bardziej zaopiekować się sobą, ponieważ na jedną traumę nakłada się druga.
  • Do wtórej traumatyzacji dochodzi również poprzez reakcje i zachowanie osób z otoczenia. Choć wiele osób chce dobrze, to dobre intencje nie wystarczają, a tylko pogłębiają rany. Nasze społeczeństwo ma średnią świadomość odnośnie tego, jak pomagać osobom w żałobie, jak się zachować, co mówić, a czego nie. Dopiero się tego uczymy i nie chodzi o to, aby kogokolwiek obwiniac, ale by wiedzieć, co z tym zrobić. Na polu słownych komunikatów dochodzi do bardzo wielu naruszeń – w szczególności, gdy żałoba dotyczy straty dzieci i warto, aby w momencie, gdy nie mamy dostatecznego wsparcia ze strony otoczenia, poszukać go tam, gdzie na pewno je dostaniemy np. w grupach wsparcia (chociażby online) lub poprzez rozmowę z psychologiem albo psychoterapeutą. To osoby, które nie będą nas oceniać i doradzać, które doskonale znają dynamikę i procesy żałoby i są w stanie dać nam wsparcie i leczącą wspierającą obecność. Bardzo dobrze poszukać kogoś, kto ma doświadczenie w pracy z osobami po stracie.
  • W szpitalach nie zawsze oferuje się wsparcie psychologiczne. Warto o to samemu poprosić. Osoba, która ma doświadczenie w pracy z rodzicami po stracie to nieocenione źródło wsparcia, ale i informacji, jak się o siebie zatroszczyć, czego możemy spodziewać się w żałobie, na co się przygotować itd. Takie informacje są źródłem ogromnego wsparcia, ponieważ wiemy, co się z nami dzieje, co może się dziać i przez to mamy poczucie, że jest to naturalne i potrzebne. Pamiętajcie, że sięganie i proszenie o pomoc to przejaw proaktywności, tego, że sobie radzimy i o siebie dbamy.
  • Z jednej strony żałoba jest naturalnym procesem, ale z drugiej strony ten proces na wielu poziomach jest zakłócany. Poprzez wchodzenie w delikatną przestrzeń żałoby z radami i ocenami: „Nie płacz już”, „Twoje dziecko nie chciałoby, abyś po nim płakała”, „Musisz być silna” itd. Poza tym po stracie dziecka, nawet bez rad i nietrafionych słów, nie każdy ma możliwość dać sobie czas na swobodne opłakiwanie. Mamy rodziny, dzieci, którymi trzeba się zająć, pracę, do której nierzadko szybko trzeba wrócić. To nie ułatwia sprawy. W codzienności i prozie życia niewiele jest przestrzeni na głębokie przeżywanie żałoby. Dlatego warto w ciągu dnia lub tygodnia znaleźć choć chwilę dla siebie, aby dać emocjom ujście. W takiej sytuacji równie dobrym i bezpiecznym rozwiązaniem są spotkania z psychoterapeutą lub psychologiem albo grupy wsparcia.
  • Wsparcie psychologa lub psychoterapeuty jest dobre jeszcze z tego względu, że nawet jeśli mamy wielkie wsparcie bliskich nam osób i miłość partnera, to osoby z naszego otoczenia również przeżywają żałobę, w szczególności nasz partner. Opiekowanie się sobą w ten sposób jest siłą leczącą i wspierającą nie tylko dla nas, ale również np. dla naszego partnera/partnerki czy innych bliskich.
Co jeszcze pomaga?

Nawet sprawianie sobie najmniejszych przyjemności i dawanie sobie mini chwil relaksu (klik) ma w sytuacji straty jak największy sens. Bardzo dobrze działa też:

  • kojąca literatura,
  • film – kinoterapia,
  • ruch – spacer,
  • oddech,
  • działania twórcze – pisanie, malowanie, śpiewanie itp.
  • sadzenie kwiatów,
  • cokolwiek, co lubisz i co przynosi ci spokój i ukojenie,
  • opieka nad zwierzętami.
  • relaks,
  • dobre pożywne jedzenie,
  • cisza,
  • mindfulness,
  • sen, leżenie, nicnierobienie,
  • towarzystwo ludzi z którymi czujesz się dobrze, którzy potrafią dać Ci prawdziwe wsparcie. A jeśli nie masz ochoty na kontakt z innymi, pozwól sobie na to.
Gniew i złość

Znajdź sposób na wyrażenie gniewu. Żałoba to ogromne siedlisko gniewu, a przynajmniej na jednym z jej etapów, tym większe im więcej doświadczamy w żałobie naruszeń w postaci ocen i krzywdzących słów. Warto poszukać sposobu by go wyrazić – to może być pisanie, terapeutyczny list do kogoś (którego nie wyślesz), rysunek, sport jeśli masz na niego siły. Okazywanie emocji: płacz i krzyk. Niewyrażonych gniew będzie trawić nas od środka, objawi się poprzez poczucie winy lub będzie dotykać i ranić tych, z którymi złość nie jest bezpośrednia związana. W tym kontekście znalezienie sposobu na konstruktywne wyrażanie złości ma leczącą moc.

Siła pożegnania

Pożegnaj się. Zdarzają się sytuacje, kiedy nie ma możliwości odprawienia rytuału pożegnania np. pogrzebu, najczęściej dzieje się tak w sytuacji poronienia lub w danym momencie nie możemy w takim rytuale uczestniczyć. Rytuał pożegnania ma ogromne znaczenie dla przebiegu żałoby i procesu zdrowienia. Pożegnać się można w różny sposób, pisząc list, zapalając świeczkę w jakimś miejscu. Poprzez modlitwę czy medytację. To może być coś małego, co będzie symbolizować proces pożegnania. Brak pożegnania zatrzymuje żałobę, zamraża emocje. Sprawia, że nie pozwalamy odejść. Rytuał pożegnania jest ważny bez względu na to, czy jesteśmy wierzący czy nie. Możemy pożegnać się również w sposób świecki.

Nie jesteśmy z tym sami

Spotkałam się ze statystykami, które mówią o tym, że rok rocznie w Polsce w wyniku strat dzieci liczba osieroconych rodziców porównywalna jest do liczby mieszkańców średniej wielkości miasta. Rok rocznie. To ogromna liczba. Czasem czujemy się w swoich przeżyciach wyobcowani, doświadczamy poczucia wstydu, że nieszczęście dotknęło tylko nas. Ale nie jesteśmy z tym sami. Oczywiście wiedza, że są inni rodzice po stracie nie zabiera bólu, ale już świadomość wspólnoty doświadczeń niesie ze sobą transformującą i leczącą moc. Pod warunkiem, że nie staje się tabu. Dlatego warto o tym rozmawiać, dzielić się swoim doświadczeniem, warto pisać i edukować.

Fragment życia

Mówi się, że żałoba po dziecku trwa całe życie. Nie wiem tego, ale na pewno daje co jakiś czas o sobie znać, czasem w najmniej spodziewanych momentach. Nawet po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach po wydarzeniu. Znałam osoby, które do końca swojego życia miały chwile, w których opłakiwały dziecko, opowiadały o nim, tęskniły. Co nie znaczy, że sobie z żałobą nie poradziły. Żyły dalej, miały dobre i spełnione życie, wychowywały swoje dzieci, ale raz na jakiś czas wracały wspomnieniami do dziecka utraconego. Strata dziecka to już na zawsze fragment naszego życia i żałoba nie jest po to, aby o nim zapomnieć, ale po to, by to wydarzenie go nie determinowało, aby przetransformowało nas ku życiu.

Można żyć po stracie dziecka i to życie może być i jest sensowne i jest w nim sporo radości i piękna, które mamy obok siebie i dostrzegamy dookoła. Życie po stracie jest inne, ale nie gorsze. W wielu przypadkach sprawia, że odczuwamy je głębiej i mocniej. Żałoba w pewnym sensie daje nam dostęp do intensywności  i jakości życia, które nie było dostępne przed nią. Nie chcę przez to powiedzieć, że to dobrze, że tak się stało, ale jedynie to, że wraz z upływem żałoby i powrotem do równowagi możliwy jest wzrost.

Z czasem zza każdego końca wyłaniają się początki. W mrok wpadają pierwsze wiązki światła i z każdym dniem rozświetlają go coraz bardziej i bardziej. Aż znów dostrzegany drogę, którą możemy iść. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment i czas. Kiedy wybrzmi to, co miało wybrzmieć. Nie później, ani nie wcześniej, po prostu w swoim czasie.

Na koniec mam dla Was wiersz. Jest o mamie po stracie, ale to wiersz również dla ojców po stracie. Pamiętajmy też, że oboje rodziców traci dzieci, nie tylko jedno z nich. Kobiety i mężczyźni potrzebują takiego samego wsparcia.

„Jesteś tu, przyjaciółko, moja starsza siostro.
Po raz pierwszy brakuje mi słów.
Słowa są wielkie, ciężkie i obrzmiałe.
Pozbawione znaczeń.
„Szczerze współczuję”. No naprawdę.
„Odwagi”. To prawie brzmi jak obelga.
„Jestem z tobą”. Tak jakby to coś miało zmienić.
Przytulam cię. Coś mówisz niewyraźnie, półgłosem, masz suche oczy.
„Nie jestem już mamą?”.
I to ja teraz płaczę.
Jesteś jego mamą na zawsze.
„Mama bez dziecka?”
Nie. Jego mama, po prostu.”*

Od siebie jeszcze dodam, że na zawsze. ❤️

*Helene Delforge z przepięknej książki „Mama”

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Jestem pedagogiem i logopedą, pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Piszę o rozwoju dzieci i dorosłych, kulturze, filmach i książkach. Szkolę się na psychoterapeutę w nurcie Gestalt. Mieszkam w Poznaniu. Prywatnie żona, mama i książkowy mol.