Strachy na rozkołysanym moście

In Psychologia i rozwój by Agnieszka Siołek-Cichocka6 Comments

Mam dziesięć lat, jestem na wycieczce klasowej i stoję na rozkołysanym moście, który buja się raz w lewo raz w prawo. Kurczowo trzymam się poręczy i z trudem wykonuję następny krok. Do przejścia jeszcze kilkanaście metrów, a tymczasem rozweseleni chłopcy napierają na barierki i skaczą po moście, próbując rozkołysać go mocniej. Dzieciaki śmieją się, piszczą i cieszą, a mnie oblatuje strach. Patrzę w dół. Pod kratką mostu widzę wysoką przepaść, która prowadzi w głębinę lazurowego jeziora. Kręci mi się w głowie i tracę grunt. Boję się, że nie dam rady przejść na drugi brzeg.

Dwadzieścia dwa lata później wracam w to samo miejsce. I zastanawiam się, jak będzie tym razem.

Gy tam docieram, jestem zaskoczona. Wchodzę na most z pewnością, a patrzenie w głębinę jeziora już mnie nie przeraża. Woda wydaje się płytka, most mały, a droga krótka. I ku swojemu zdziwieniu zaczynam po nim skakać, jakbym chciała sprawdzić, czy to aby na pewno to samo miejsce, które napawało mnie lękiem. Most kołysze się lekko, co wprawia mnie w przyjemne rozluźnienie.

Ta konfrontacja przypomniała mi, że z wieloma naszymi obawami, lękami i strachami jest dokładnie tak, jak z historią na moście. Most jest ich metaforą. Pielęgnujemy w sobie stare obrazy nasycone barwami lęku i strachu, ale nie konfrontujemy ich z tym, co jest i mamy teraz. Ciągle wydaje się nam, że realia są tak samo ograniczające jak kiedyś. Jakby ktoś zrobił stop klatkę i wyświetlał w naszej głowie statyczny kadr. A czas leci i nic sobie z tego nie robi.

Zmieniamy się i zmienia się nasze życie. Rośniemy. Dojrzewamy. Mamy nowe doświadczenia i umiejętności. Za nami kolejne lekcje. W przeciągu kilku lat zmienia się w nas i dookoła nas nieprawdopodobnie wiele. Jednak nie zawsze dostrzegamy, że dziś mamy w sobie zasoby i możliwości, których nie mieliśmy kilka lub kilkanaście lat temu. Że wszystko, co potrzebne mamy w sobie. I że od dawna jest czas i miejsce, aby stawić czoła starym strachom i wejść ponownie na most swoich ograniczeń i obaw, przejść się nim i sprawdzić, jak dziś dam sobie na nim radę.

Wiele jest w naszym życiu mostów, na które boimy się wejść. Mostów zbudowanych z raniących i krytykujących słów, które ktoś kiedyś wobec nas wypowiedział. Mostów, na które boimy się wejść z powodu nieudanych relacji, zawodu, niesprzyjających okoliczności, popełnionych błędów.

Wiem, jak trudno na takie mosty wejść, ale wiem też, że aby dojrzewać i żyć spójnym życiem, nie ma innej opcji, jak działanie pomimo lęku i strachu.

Lęk zakorzenia nas w bezruchu i odwodzi od działania, ale to właśnie działaniem i konfrontacją można go oswoić. Być może nawet nie wiesz, że dzisiaj masz już w sobie wszystko, aby spotkać się z lękiem, który zrodził się, kiedy takich kompetencji i warunków nie miałeś. Dlatego próbuj i działaj. Tylko w ten sposób przekonasz się o swoich zasobach i możliwościach.

Jednak nie chodzi o to, aby wchodzić na most od razu i skakać na głęboką wodę. Przełamywanie siebie i nadwyrężanie niczemu dobremu nie służy. Chodzi raczej o to, aby ryzykować drobnym gestem. Z uważnością na siebie i na to, czy mamy w sobie gotowość, aby zrobić kolejny krok. Na początek wystarczy, że staniesz przed mostem i poczujesz, czy jesteś gotowa/y, aby zrobić następny krok. A później wejdź na pierwszą belkę i zrób to samo. Oceń, czy masz w sobie gotowość na kolejny i czy potrzebujesz do tego nowych umiejętności lub może czyjejś pomocy. Przez most nie musisz przechodzić sam.

W moim życiu jest jeszcze kilka takich mostów, na które chcę wejść. Ty również próbuj. Do stracenia masz tylko strach. Do zyskania nieprawdopodobnie wiele.

A Ty? Czego potrzebujesz, aby wejść na swój most? I co pomaga Ci w oswajaniu strachu?

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Udzielam pomocy psychologicznej w ujęciu Gestalt. Jestem terapeutą w trakcie szkolenia w Wielkopolskiej Szkole Psychoterapii Gestalt. Prywatnie i zawodowo inspiruję się nurtem psychoterapii Gestalt i filozofią zen, psychologią głębi oraz przyrodą i procesami, jakie w niej zachodzą. Fascynuje i pasjonuje mnie ucieleśniona ścieżka – poznawanie i odkrywanie siebie w kontakcie z ciałem, w tym poprzez symbolikę ciała, taniec i ruch. W pracy i w życiu osobistym bliska mi jest metafora i symbol przepływu. To znaczy, że patrzę na życie i rozwój człowieka, jak na nieustanny proces – bycie w ruchu zmian, w którym ważne miejsce zajmuje cykliczność.