Minimalizm

Dlaczego pozbywam się książek

Agnieszka Siołek-Cichocka KSIĄŻKA, Rozwój, ŻYJ NA WŁASNYCH ZASADACH Leave a Comment

Od kilku lat, przynajmniej raz na kwartał, pozbywam się rzeczy, które już mi nie służą, przestały mi się podobać, nie mają zbyt wiele wspólnego ze mną z dziś. Robię tak ze wszystkimi rzeczami. Pozbywam się naczyń, ubrań, kosmetyków, szpargałów zgromadzonych na półkach, drobiazgów poupychanych w szufladach. Folderów i plików w komputerze. Prezentów i pamiątek po dawanych związkach i zakończonych relacjach.

To samo dotyczy książek. Choć jeszcze kilka lat temu to było mission impossible. Pozbyć się książki? Nigdy!

Kocham książki. Z wieloma jestem emocjonalnie związana. Są jak teleport do czasów, w których je czytałam. Za każdą z nich stoi bliski mi bohater, szczególny okres w moim życiu, człowiek, który mi ją podarował, pamięć o jakimś wydarzeniu, historia przy której dorastałam, śmiałam się lub płakałam. Z tego powodu, spośród rożnych przedmiotów, rozstania z książkami są dla mnie najtrudniejsze.

Jednak przyszedł taki moment, że zaczęły mnie przytłaczać. Co ciekawe, zbiegło się to z czasem, kiedy w moim życiu rozpoczęły się duże zmiany. I tak jest do dziś.

Moje otoczenie przeobraża się, kiedy zmienia się moje wnętrze. Wywalam rzeczy, gdy pozbywam się czegoś z głowy. Nie planuję tego, to się po prostu dzieje samo. Zaczynam chodzić po mieszkaniu, ściągam z półek książki, otwieram szafę i pozbywam się ubrań. Jeśli tak robię, to znaczy, że coś ode mnie odchodzi, coś odpuszczam, coś się ode mnie odrywa. Zawsze chwilę potem następuje jakiś przełom.

Inną sprawą jest to, że dokucza mi ogólne rzeczozmęczenie. Nie lubię nadmiaru i najchętniej pozbyłabym się większości rzeczy z naszego mieszkania. Jestem na dobrej drodze. :) Mam silne poczucie, że to, co ważne zostaje w nas, reszta z czasem staje się martwą materią, która ogranicza i zabiera energię. Tak, jak w feng shui, gdzie książka i papier oznaczają martwe drzewo. Elementy blokujące naturalny przepływ. I coś w tym jest.

Ale czego by nie mówić, cykliczny remanent nie jest prostą sprawą. Są rzeczy, które odchodzą bez sentymentów, inne stawiają mi opór. Albo raczej ja im. Z jednej strony chcę się czegoś pozbyć, z drugiej głos z tyłu głowy szepcze: „A może jeszcze kiedyś się przyda?”, „Wydałaś na to pieniądze. Szkoda.”, „Poświęciłaś temu czas/uwagę/emocje”. Niekiedy mu ulegam. Wtedy to, czego szkoda, ląduje w kartonie, a karton w piwnicy. Tym sposobem niechciane rzeczy zmieniają lokum, zostają zepchnięte w mrok, lecz nadal są, a ich obecność nieustannie mi ciąży. Poddaję się złudzenia, że to, co niewidoczne, nie istnieje. Ale potem przychodzi refleksja, że to samo dzieje się w moim wnętrzu, w mojej głowie. Że to, co już mi nie służy, co niewygodne, spycham w cień, do piwnicy z rupieciami starych, pomarszczonych od zmarszczek myśli. Z czasem pokrywa je kurz, gruba warstwa kurzu i jakby nie było ich widać. Jakby.

Mam jednak świadomość, że wszystko ma swój czas, że skoro czegoś nie umiem się pozbyć, to znaczy, że nie jestem na to gotowa. Lecz razem z tą myślą za rękę idzie druga, że nie należy zwlekać. Rzeczy trzymają nas w przeszłości rzucając na tu i teraz długi cień. Nie wolno zbyt długo siedzieć w cieniu, by nie zapomnieć o źródle światła.

Aby przyszło nowe, musi odejść stare (klik). A to, co nowe potrzebuje miejsca.

Dlatego raz na jakiś czas potrzebuję aktualizacji (klik), by być na bieżąco ze sobą i zauważyć, że wyrastam ze swoich myśli, że za krótkie są na mnie rękawy moich wartości, że pękają szwy moich potrzeb i zachowań. Że trzeba pożegnać starą wersję siebie, by zaprosić i przywitać nową. Odrywanie się od rzeczy, w moim życiu, temu służy.

A jak to wygląda u Ciebie?

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Pedagog. Logopeda. Twórca Dwóch Kropek. Wierzę w życie na własnych zasadach. Jestem pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Mieszkam w Poznaniu. Tu tworzę i prowadzę swoją firmę. Prywatnie żona, mama i książkowy mol.