Co byś powiedział sobie młodemu?

Co bym powiedziała sobie młodej?

Agnieszka Siołek-Cichocka KSIĄŻKA, Rozwój Leave a Comment

Książka Katarzyny Bielas „Co byś powiedział sobie młodemu?” czekała na mnie na półce ponad rok i nie mogłam się za nią zabrać. Aż któregoś wieczoru z braku laku… I już po kilku rozdziałach pożałowałam, że sięgnęłam po nią dopiero teraz. Świetna, relaksująca i refleksyjna lektura. Idealna na długie, chłodne wieczory. Na zimową kontemplację. Znajdziecie w niej wywiady z wieloma znanymi postaciami ze świata sportu, kultury, nauki i sztuki, które odpowiadają na zadane w tytule pytanie. Ewa Woydyłło-Osiatyńska, Anna Dymna, Jerzy Vetulani, Arkadiusz Jakubik, Krystyna Janda, Jerzy Stuhr, Hanna Krall, Ewa Lipska, Anda Rottenberg, Wojciech Eichelberger i wiele innych znakomitości. Każdy z bohaterów powiedziałby sobie coś innego. Co konkretnie? Jeśli jesteście ciekawi, zajrzyjcie do książki. Poniżej kilka moich ulubionych myśli. Mogą brzmieć jak banał, ale każde ma w książce swoje piękne rozwinięcie.

Janina Ochojska : „Nie bój się! Nieszczęście, cierpienie też człowieka jakoś buduje. Ważne, co się z tym robi”
Józef Hen: „Nigdy nie wiadomo, czy porażka nie stanie się dobrodziejstwem”
Martin Pollack: „Może masz rację, ale nie musisz tego tak brutalnie udowadniać”
Stanisław Obirek: „Nie słuchaj rad, słuchaj siebie”
Wojciech Eichelberger: „Zaakceptuj przeszłość, bo inaczej jej nie poznasz i nie zrozumiesz”
Jerzy Vetulani: „Bądź przekorny, nie obrażaj”.

Nie znajdziecie tu dwóch takich samych rad, dwóch takich samych życiorysów, dwóch takich samych wniosków. To przykład na to, że każdy z nas jest osobną planetą, jedyną w swoim rodzaju mapą z tylko sobie właściwymi drogami i ścieżkami. I tylko my wiemy, którędy najbliżej nam do siebie. Wszyscy snujemy swoją indywidualną opowieść i to, co się w niej sprawdza u nas, nie musi zdać egzaminu u innych. I odwrotnie. To co zawodzi mnie, może być ratunkiem dla ciebie. I tak Jerzy Stuhr mówi do siebie młodego „Bądź bardziej z boku”, a Małgorzata Fuszara do siebie sprzed lat „W kącie cię nie znajdą”. Dwa bieguny myśli, a jednak każdy jest czyjąś osobistą prawdą.

Co bym powiedziała sobie młodej?

Mam problem z tym pytaniem. Po pierwsze. Nadal czuję się młodo i to nie jest czas na podsumowania. Może właściwy moment przyjdzie za kolejne tyle, jak będę mieć siedemdziesiątkę na karku i będę trochę mądrzejsza (mam nadzieję ;)). Po drugie. Czasu nie cofnę. A po trzecie. Było jak było i skoro tak było, to znaczy, że inaczej być nie mogło i ja byłam, kim byłam i skoro byłam tamtą dziewczyną, to znaczy, że na tamten moment, na tamte czasy, warunki i możliwości żadną inną być nie mogłam. No ale dobrze. Jeśli jakimś cudem miałabym spotkać siebie z przeszłości i jeśli jakimś cudem chciałoby mnie to przekorne i zbuntowane dziewczę posłuchać (szczerze w to wątpię ;)) to powiedziałabym jej:

„Wrażliwość to twoja siła. Nie niszcz jej w sobie”. Był taki czas, kiedy nie akceptowałam swojej wrażliwości i robiłam wiele, aby schować ją w sobie. A potem kolejne lata uczyłam się integrować ją na nowo i to okazało się bardzo trudne. Dziś też różnie mi z moją wrażliwością jest, ale nie chodzi o to, aby było idealnie. Ważne jest, abym wystarczająco dobrze o siebie dbała. Współbrzmiała z wrażliwością w rytm świata nie raniąc siebie i innych. Więcej o mojej relacji z wrażliwością pisałam tutaj (klik).

Powiedziałabym jej: „Słuchaj siebie i wzmacniaj swój wewnętrzny głos. On najlepiej wie, co jest dla ciebie dobre”. W związku z tym szybciej zakończyłabym niektóre relacje. Innych nawet bym nie rozpoczęła. Doradziłabym jej, aby inaczej wybrała studia. Poszła na studia muzyczne – wokalistykę. Wiele lat grałam na gitarze, śpiewałam i tworzyłam muzykę do wierszy Wojaczka, Bursy, Poświatowskiej, Przerwy-Tetmajera, Wierzyńskiego i innych poetów, których w czasie liceum i później czytałam. Miałam na tym polu osiągnięcia i propozycję dalszego rozwoju muzycznego, ale z różnych powodów nie poszłam tą drogą i nie wykorzystałam tej szansy. Najważniejsze jednak jest to, że muzyka, śpiew i gitara są nadal obecne w moim życiu i w naszym domu. Dzień bez śpiewania to dla mnie dzień stracony. ;)

Powiedziałabym: „Bądź obecna w ważnych momentach życia swoich przyjaciół”. Momenty, chwile i dni zdarzają się tylko raz. Jest na coś czas, a potem pstryk, już tego czasu nie ma i nigdy nie będzie. Są w naszym życiu ludzie, a potem ich nie ma. I są decyzje, przez które tracimy coś lub kogoś bezpowrotnie. To iluzja, że wszystko możemy nadrobić. Nie możemy.

Na sam koniec powiedziałabym jej: „Nie słuchaj mnie, kiedyś sama do tych wniosków dojdziesz. Najwidoczniej jeszcze nie czas”.

Natomiast mam dla siebie wiadomość z przeszłości ode mnie nastoletniej. Dotyczy odwagi. W tym temacie zauważam u siebie tendencję spadkową. Im bardziej moszczę się w swoim bezpiecznym rodzinnym gniazdku, tym mniej chce mi się poszerzać strefę komfortu. Klasyka. Ale na drugiej szali jest we mnie pierwotna tęsknota za tym, aby żyć w ruchu i nie zagrzewać zbyt długo miejsca. Za tym, aby raz na jakiś czas wytrącić się z zaistniałego stanu rzeczy i ciepłego komfortu. Nie nadaję się na nomadę, ale raz na jakiś czas muszę wyjechać daleko, aby się oderwać, zmienić perspektywę, wtopić w inną kulturę. Podróże resetują mnie i przywracają mojemu życiu właściwy stan. A wracając do odwagi. Nadal mam ją w sobie, jednak nie mam jej tyle, co kiedyś. Wprawdzie dawniej moja odwaga ocierała się chwilami o bezmyślność i brak krytycyzmu wobec swojej osoby (ach uroki młodości!), ale też dzięki temu udało mi się sporo przeżyć, doświadczyć, poznać i zrobić. Zatem niekoniecznie odwaga w dawnym buńczucznym stylu, odpowiednia dawka krytycyzmu wobec własnej osoby na pewno nie zaszkodzi, ale nadal kierunek odwaga. Dlatego mówię do siebie dzisiejszej „Aga, zdecydowanie więcej odwagi w realizacji twoich celów. Ale wiesz, bez przesady”. Tylko czy jestem w stanie tego posłuchać i wcielić w życie ot tak? No właśnie.

Myślę, że czegokolwiek bym sobie nie powiedziała i tak na nic by się to zdało, bo to tak nie działa. Gdyby to było takie proste, że możemy sobie lub innym coś powiedzieć i pyk, wszystko się zmienia. Nie. Zmiany to proces, a proces oznacza, że trzeba czegoś doświadczyć, coś przeżyć, coś uwewnętrznić, aby być gotowym. Dlatego, gdybym spotkała siebie z przeszłości, to jedno zrobiłabym na pewno, bez zbędnego gadania, mocno bym siebie przytuliła. A potem usiadałbym obok nastoletniej siebie i może ona sama zechciałaby mi coś o sobie opowiedzieć.

Ale bez względu na wszystko. Nie chciałabym powrotu do młodości. Są ludzie, którzy za nią tęsknią, nieustannie wspominają. Mówią „a wtedy było lepiej, bo…”, „a za tamtych czasów to…”. Ja tak nie mam i choć mam swoje sentymenty, jest ich całkiem sporo, to wolę spoglądać na nie z dystansu. Wtedy było wtedy, a dziś jest dziś i to właśnie teraz tworzę swoje życie, a ono z każdym rokiem jest fajniejsze, głębsze, bardziej sensowne. Dziś mam poczucie, że jestem w najlepszym momencie swojego życia i że może być jeszcze fajniej, że sporo przede mną. Lubię swoje życie, jestem go wciąż niesamowicie ciekawa i z tego powodu coraz mniej mam ochotę na wędrówki w przeszłość. A jeśli już to robię, to po to, aby było mi lepiej w teraźniejszości. Mam też poczucie, że wszystko, co mi się w życiu przydarzyło – zarówno dobrego jak i trudnego, ukształtowało mnie i m.in. dzięki temu jestem tą osobą, którą jestem dziś. Choć wcale nie musiało się tak stać. Dlatego nie twierdzę, że tak musiało być, że wszystko jest po coś. Że to przeznaczenie. Nie wierzę w przeznaczenie i w to, że wszystko jest po coś. Jednak, na całe szczęście, mam w sobie silny konstrukt – odporność psychiczną, odziedziczoną po mojej rodzinie, która sprawia, że z bezsensownych i najtrudniejszych wydarzeń umiem wychwycić dla siebie osobisty sens i tak kierować swoim życiem, aby iść, ciągle iść w stronę słońca. I za to jestem bardzo wdzięczna.

A co Ty powiedziałabyś/powiedziałbyś sobie młodej/młodemu? Czekam na Wasze komentarze. ;)

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Pedagog. Logopeda. Twórca Dwóch Kropek. Wierzę w życie na własnych zasadach. Jestem pasjonatką psychologii, odkrywania mocnych stron, zabawy słowem i metafory. Mieszkam w Poznaniu. Tu tworzę i prowadzę swoją firmę. Prywatnie żona, mama i książkowy mol.